Czasami tak się zdarza, że podczas skejtowej sesji, nieważne, na skateparku czy na spocie, wytwarza się rodzaj niesamowitej energii. Synergii pomiędzy uczestnikami. Jest to sytuacja, w której jazda jednej osoby nakręca kolejną. W grupie tworzymy samonapędzającą się machinę. Przejawia się to przede wszystkim w trickach, które przychodzą nam z łatwością, a których nawet nie spróbowalibyśmy w normalnych warunkach. Za to efektem ubocznym jest zajebista atmosfera na spocie, specyficzny humor i euforia, która udziela się każdemu. Takie skejtowe sesje to z pewnością jedne z najlepszych rzeczy, jakich można doświadczyć na deskorolce. Są wypadkową bardzo wielu czynników i raczej ciężko przewidzieć, kiedy się wydarzą w normalnych warunkach. Można je jednak próbować świadomie sprowokować. Podstawowymi bodźcami są z pewnością: dobra ekipa, pogoda i spoty. Pierwszy z nich zapewniliśmy sobie sami. Po dwa kolejne wybraliśmy się do Barcelony. Przed wami klika zdjęć z naszego kwietniowego wyjazdu do tej deskorolkowej mekki.

Alex Żerwe

Nazywam się Clive Chadvick. Urodziłem się w 1962 roku, jakieś 20 km pod Londynem w Epsom. Mam dwie córki w wieku 10 i 18 lat oraz żonę Rosanne. Dorastałem i wychowywałem się w Anglii, lecz na chwile obecną mieszkam w Ericeirze.

Wolność i Perła w Kazimierzu.
Kilka historii o zabawie albo i niedziela.

Chcesz się bawić? W tle poleciała melodia, którą znał każdy disco cygan albo pożeracz grochów w dresie. „Kto ma dżojnta niech da dżojnta, dżojnta kurwa bęc”. Wziął łyka browca. Przetarł usta. Wstał od stołu i wyszedł z klubu. „Ta nowa Perła jakaś chujowa od czasu jak ją jacyś amerykanie wykupili”

Zawsze jak wracasz z wakacji, masz ochotę pokazać zdjęcia z wyjazdu.  Więc, rozsiądź się wygodnie i zobacz odrzuty, obrazki i teksty z Bolonii. Fristajl fotograficzno-tekstowy by Dabov z wyprawki Vansa.

W Brzegu, Adrian Garbaczewski zrobił film na konkurs, aby pokazać ludziom, że warto rozwijać deskorolkę w rodzimym mieście. Zgodnie z zasadami konkursowymi, maksymalna długość filmu to 3 minuty. Zobaczcie video i kilka słów i zdjęć od autora.

Artur obudził się w środku nocy. Nie chciał wcale spać. Myślał o swojej rodzinie i szansach. Nie tych straconych ale tych które ma.  Przyjazd do Włoch przypomniał mu czasy dzieciństwa w Sofii. Papryka i trzęsące szyby w nocy, przy jeżdżących z bałkańską szybkością tramwajach na szynach położonych na kocich łbach. Właściwie to był smak dzieciństwa. Zsiadłe mleko i arbuzy. Babcia która już nie żyje, zgodnie z tradycją pocałowana w policzek przy otwartej trumnie. Był bardzo zimny, ale i tak zawsze będzie ją kochać.

bolonia-67

Jest już dorosły. Ma brzuch. I gdzieś pomiędzy dymem ze skręcanych papierosów wypuszczanym przez szpary w coraz ciemniejszych zębach, siódmym espresso a lekkim piwem, szuka siebie. To już czterdzieści lat. Tak szybko minęło.

Podciągnął wyżej spodnie. Wreszcie wyglądał jak dziadek.

Za rączkę zawsze szli na plac zabaw. Medale na Olimpiadzie, emigracja na Kubę i powrót. Prążkowana koszulka na ramiączka, spodnie w kanty i teczka. Niedościgniony wzór.

bolonia-49

Zmęczenie, a może wiek, a może mach z tamtych lat, przy podjeżdżaniu na ścianę dały znać o sobie. Kiedyś wyprzedzał czas, a teraz czas wyprzedza jego. Chociaż balans jest, a może to balas raczej, stary kartofel który nie miał na tyle talentu i bał się podskoczyć. Między balans a balas jest literka „n”. N jak „nie”, czy „nie mogę”, a może jak „nie wiadomo”. Z drugiej strony każdy ruch podczas jazdy to płynność, finezja, tai-chi ale bez spektakularnych wybuchów trikowych na jakie czekają zwykli przesuwacze ekraników w telefonach. Po prostu jeździł. Jego video part miał nazywać się „Nothing to prove”.

bolonia-54

Zapalił świeczkę. Dla babci, dziadka, rodziny, ale i dla Ciebie też. Bo w każdym śnie jest Artur.

 

 

Tekst: Piotr Dabov

Foto: Miłosz Rebeś

 

 

 

 

 

 

 

Ocean to pierwotna siła. Zajmuje większość planety na której mieszkamy. Możesz się modlić do niego, podziwiać. Uspokaja. Daje miękkość. Ujarzmianie fal podczas serfowania, to raczej poddanie się im, to równowaga w żywiole. Z betonowymi falami jest troszeczkę inaczej. Można zbudować je, określić, zatrzymać.

Miałem rower. Ostre koło. Chciałem być modny a może po prostu lubiłem czuć jak pracują uda w połączeniu z dreszczykiem emocji jazdy bez hamulców. Jednak Artur przyszedł do mnie i powiedział:

– Nie oj nie! Ty jesteś ortodoksyjnym skejtem, nie możesz jeździć na rowerze.

Usiadłem i pomyślałem o telewizorze w pokoju mamy. Kanapki podawane przez ojca widelcem oglądając załogę G, zanim na chwilę zaginął, Robert de Niro w „Taxi Driver”, pierwsze prawdziwe pornosy na Filmnecie. Gdzieś pomiędzy zmianą z czarnobiałego telewizora „Neptun” na kupionego w Peweksie „Panasonica” oglądałem film jak goście ścigali się na rowerach po Nowym Jorku. Absolutnie nie ciągnęło mnie do kolarek. Zazwyczaj czerwonych, z przerzutkami. W tym momencie Artur wzdrygnął się.

– Lepiej opowiedz coś o Jimie Morrisonie!

Machając ręką przerwał moją egzystencjalną podróż w dzieciństwo po zjedzeniu orzeszków ziemnych.

Leżymy w pracowni na siódmym piętrze. Dwie pary. Ten moment kiedy czujesz młodzieńczą wolność. Bez matki i bez ojca. Wszyscy chcemy być jak Jim. Co prawda picie piwa to wyczyn a papierosy jeszcze większy, nigdy nie widzieliśmy nawet trawki, ale to ma się zmienić. Bardzo szybko zmienić.

Za drzwiami czyhała na nas, w tybetańskiej masce, chichocząc trochę, eksplozja narkotyków.

Niektórzy już zapewne wiedzą, że premierę miało polsko-angielskie SV pt. „WODA” stworzone przez Lecha Tadeusza. Zanim odpalisz główne danie jakim jest film, mamy od twórcy tego dzieła kilka, bardzo osobistych słów.

Andrzejek to prawdopodobnie jeden z najlepszych skaterów jakich Polska ma.  Nie chodzi tylko o triki, a całościowe podejście do tego czym jest skateboarding. Obojętnie czy są to wygłupy i czill, rozgrzewki, nagrywki, zawody, prowadzenie skateshopu.  Czysta miłość, pasja tej sprężyny z Krakowa, pomaga  mu przezwyciężać kontuzje i rozwijać się dalej. Sprawdźcie wywiad z #DIZASTERMAG17 z bonus filmem, czyli odrzutami z YTH video!

lotnik

Deskorolka a kontuzje. Zabawa a profesjonalizm. Andrzej Kwiatek. Tego gościa powinien znać każdy szanujący się skater w tym kraju. Talent, od zawsze związany ze sceną krakowską, kojarzony z Youth, Vans czy sklepem SKATE OR DIE. Niestety w zeszłym roku dość niespodziewanie okazało się iż nowe kontuzje w połączeniu z „niezaleczonymi” starymi sprawami dały mu mocno w kość.

– Na tyle lat ile jeździsz, i ogrom kosmicznych trików jakie zrobiłeś, uważasz że miałeś dużo kontuzji?

Uważam że bardzo mało. Zdecydowanie dużo więcej złych rzeczy zrobiłem sobie przez alkohol, a pije dużo rzadziej niż jeżdżę. Za małolata częściej skręcałem kostki przez to, że jeździłem w za dużych butach. Raz miałem pęknięty kciuk i przeprostowałem łokieć. Pięć lat temu, nastąpiło naderwanie wiązadeł, no i przez to w zeszłym roku finalnie zerwanie więzadeł i operacja. To była moja najgorsza kontuzja. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Po tym co się wydarzyło, odpocząłem, zregenerowałem kolana i resztę poobijanych kończyn.

– W zeszłym roku, tuż przed planowanym od dłuższego czasu wyjazdem, nagle okazało się, że masz nogi w żadnym stopniu nie nadające się do skoków? Czemu to wyszło tak nagle?

Zwykły pech, wpadłem w trawę z niedużego murka i poszło. Bardzo głupi sposób, ale tak to bywa, przy łatwych trikach jesteś mniej skoncentrowany i w ten sposób najłatwiej popełnić jakiś błąd.

– W tym roku przy wsparciu Vans mogłeś podróżować chwilę, i to co najbardziej mnie ucieszyło, to tekst od Ciebie, chyba po Baltic Games: „wysyłajcie mnie więcej na takie imprezy, a za rok dwa będę na podium!”. Abstrahując od wiecznego pieprzenia czy takie podejście jest undergroundowe, czy tylko nagrywki, czy jazda na zawodach… Nie spodziewałem się po gościu takim jak ty, takiego tekstu!

To było pół żartem pół serio. Na Baltic Games pojechałem dzięki Vans. Tam wygrałem wyjazd i dziką kartę na Simple Session w Tallinie. Po prostu będąc tam czułem, że jestem w stanie dojść do takiego poziomu jak „Ci goście w finale”. Gdybym mógł tylko częściej podróżować, więcej jeździć na konkretniejszych skateparkach, spotach i zawodach tego typu, wierzę że mógłbym mieć naprawdę dobry poziom. Fajnie by było żyć z jazdy na desce i spędzać na niej jak najwięcej czasu..

W Twojej jeździe najbardziej zaskakuje, nieobliczalność. Większość gości „trenuje” przejazdy, i ma swoje triki. Praktycznie po kilku, czy kilkunastu imprezach, plus minus można się spodziewać określonych trików od takiej osoby. Jak dla mnie jesteś wirtuozem, jazzmanem na fristajlu w oparach kreatywnej konopi. Jak to u Ciebie jest?

5050Bardzo lubię spontaniczną, różnorodną deskorolkę. Najważniejsze to dobra zabawa, żebyś po desce czuł, że to jest to. Jak Ci nie wychodzi zrób coś innego, nikt Cie nie zmusza, Ty tu rządzisz. A z tym trenowaniem, to też zdarza mi się powtarzać triki w kółko. Ale jeśli sprawia mi to przyjemność i wiem, że dzięki temu na drugi dzień np. polecę wyżej, zrobię to lepiej, to czemu mam tak nie robić.

– Wróćmy jeszcze do kontuzji, po postach na fejsie widzę, że ambitnie podchodzisz do rehabilitacji?

Tak, pięć, sześć dni w tyg staram się ćwiczyć. Piję alkohol bardzo rzadko i w miarę dobrze jem. Raz do dwóch w tygodniu jeździłem z Krakowa do Katowic na rehabilitacje do oddziału Kliniki Św. Łukasza do Piotrka i Kamila (pozdrawiam). Rehab to trzy czwarte sukcesu w powrocie na deskę.

– Jak planujesz swój powrót na deskę? Z tego co wiem, bardzo długi czas dałeś sobie na odpoczynek. Czy będzie to jakiś wielki powrót?

Nie daje sobie dużo czasu na odpoczynek, przy tego typu kontuzji po prostu jeszcze nie wszystko się zagoiło, to wymaga czasu. Tak samo zanim normalnie poczuje deskę, też trochę minie. Nie chcę się na nic nastawiać. Włożyłem w to dużo czasu, pracy i pieniędzy, to pomaga zrozumieć, że czerpanie radości z deski nie opiera się tylko na “arbajtowaniu”.

– Masz jakieś sugestie dla łapiących kontuzje skaterów?

Każdy jest inny i sam musi uczyć się od siebie. Jeżeli bardzo zależy Ci na powrocie to z wszystkiego się wyliżesz (John Cardiel). Za duże buty, skakanie ze schodów przez 3 godziny bez lądowania na desce, presja otoczenia to trzy najbardziej kontuzjogenne opcje.

– A co z Twoim reggae i podejściem do życia?

Taka muzyka mnie relaksuje i pomaga cieszyć się z prostych rzeczy. Podejście do życia, mam z wiekiem coraz bardziej zdystansowane. Staram się szukać pozytywów i iść do przodu. “Think fast, skate faster, don’t look back !” – Ed Templeton

– Jakie masz skejt marzenia?

Nie powiem.

– Co będzie robił Andrzej Kwiatek mając czterdzieści lat?

Wierzę, że będe jeździć w bowlu tak jak Ty.

Wywiad: Piotr Dabov  Foty: drop – Łukasz Skornóg – Recklinghausen, lotnik – Michał Czeluśniak – Kraków, bs 5050 – Rafał Wojnowski – London

Na deser sprawdźcie Andrzejka odrzuty z YTH video, a w jakim stylu wrócił do deski w tym roku w czerwcu więcej w #Dizastermag18

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress