To dość zabawne. Nigdy nie zapomnę kiedy wraz z Coltem przyjechali do Polski na wakacje w połowie lat 2000. To była jakaś tajna misja. Na parę dni wpadli też do Łodzi, która wtedy nie istniała na mapie skejt miejscówek.  Pokazywanie w rodzinnym mieście nieosiągalnych dla lokalesów spotów było dziwnym doświadczeniem.  Miejsca na „nasze” triki marzeń okazały się małym krawężniczkiem dla prawdziwych prosów.

Zawsze jak wracasz z wakacji, masz ochotę pokazać zdjęcia z wyjazdu.  Więc, rozsiądź się wygodnie i zobacz odrzuty, obrazki i teksty z Bolonii. Fristajl fotograficzno-tekstowy by Dabov z wyprawki Vansa.

Artur obudził się w środku nocy. Nie chciał wcale spać. Myślał o swojej rodzinie i szansach. Nie tych straconych ale tych które ma.  Przyjazd do Włoch przypomniał mu czasy dzieciństwa w Sofii. Papryka i trzęsące szyby w nocy, przy jeżdżących z bałkańską szybkością tramwajach na szynach położonych na kocich łbach. Właściwie to był smak dzieciństwa. Zsiadłe mleko i arbuzy. Babcia która już nie żyje, zgodnie z tradycją pocałowana w policzek przy otwartej trumnie. Był bardzo zimny, ale i tak zawsze będzie ją kochać.

Miałem rower. Ostre koło. Chciałem być modny a może po prostu lubiłem czuć jak pracują uda w połączeniu z dreszczykiem emocji jazdy bez hamulców. Jednak Artur przyszedł do mnie i powiedział:

– Nie oj nie! Ty jesteś ortodoksyjnym skejtem, nie możesz jeździć na rowerze.

Usiadłem i pomyślałem o telewizorze w pokoju mamy. Kanapki podawane przez ojca widelcem oglądając załogę G, zanim na chwilę zaginął, Robert de Niro w „Taxi Driver”, pierwsze prawdziwe pornosy na Filmnecie. Gdzieś pomiędzy zmianą z czarnobiałego telewizora „Neptun” na kupionego w Peweksie „Panasonica” oglądałem film jak goście ścigali się na rowerach po Nowym Jorku. Absolutnie nie ciągnęło mnie do kolarek. Zazwyczaj czerwonych, z przerzutkami. W tym momencie Artur wzdrygnął się.

– Lepiej opowiedz coś o Jimie Morrisonie!

Machając ręką przerwał moją egzystencjalną podróż w dzieciństwo po zjedzeniu orzeszków ziemnych.

Leżymy w pracowni na siódmym piętrze. Dwie pary. Ten moment kiedy czujesz młodzieńczą wolność. Bez matki i bez ojca. Wszyscy chcemy być jak Jim. Co prawda picie piwa to wyczyn a papierosy jeszcze większy, nigdy nie widzieliśmy nawet trawki, ale to ma się zmienić. Bardzo szybko zmienić.

Za drzwiami czyhała na nas, w tybetańskiej masce, chichocząc trochę, eksplozja narkotyków.

Z okazji pięćdziesiątych już urodzin Vans, (w końcu „since 1966”) na łamach online szmatławca, luźna retrospekcja tego jak kiedyś było w Polsce z Vans, i jak to się zmieniało na przestrzeni dziejów.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress