TATUAŻ

By in Archiwum, Frytki, Ostra papryka, Sztuka on Październik 16, 2018

Piętnaście lat temu powstał Dizastermag jako odpowiedź na brak możliwości wyplucia skejtowych nie tylko myśli. W jednym z pierwszych numerów był artykuł o jakże wtedy kontrowersyjnej treści.  Tatuaże. A dokładniej sen o nich. Dobre rzeczy nie starzeją się z czasem, a właściwie oceńcie sami.

Jestem z piękną dziewczynką na plaży. Było nas trochę więcej, ale wieczorem wielu poszło popływać. Czarna noc. Wysoko na palmach zbudowane pomieszczenie. Z trampoliną.
– Mogę skoczyć?
Pyta się dziewczynka.
– Nie, tutaj za płytko jest, i gdybyś z takiej wysokości skoczyła to nawet morskie węże nie pomogą.
Niedługo potem przyjeżdżają rodzice z bratem. Brat jest z cywilizacji. Brat jest z miasta. Brat przestraszył się muchy. Ugania się za nią po drewnianym wiszącym domku. Ma koszulkę nową. Nie bój się, to są tylko owady, tylko zwierzęta, nic Ci nie zrobią jeśli będziesz je szanował.
Z nocy wynurza się mały różowy smok i szybko, jakby był czymś zdziwiony mruga swoimi niebieskimi oczami. Gdy rodzice chcą go zobaczyć, znika.
Pod wodą kryje się wiele tajemnic. Zatopiona taksówka. Z zakochanym surferem, czy pilotem myśliwca. Drugim pilotem myśliwca, bo ten pierwszy miał rozkaz zgładzić świat.
Dziewczyna budzi się. Z telewizora w japońskiej taksówce sączy się ostatnie nagranie; nie pierwszego jej ukochanego pilota, ale drugiego pilota, kierowcy taksówki.
– Zawsze Cię kochałem, ten świat ginie w momentach gdy…
Ona słucha. Woda powoli wlewa się do wnętrza zatopionej taksówki, ale szyba…
Szyba to weneckie lustro, wejście do supermarketu…/ten świat zginie w momentach konsumpcji, a ja posiadam dla Ciebie coś szczerego/… błyskające neony, pani z McDonalda poprawia fryzurę patrząc dziewczynie prosto w oczy/…nigdy nikomu nie może być lepiej niż…/mrugające światełka, dolary, reklamy, promocje/…jakże po zagładzie świata to śmiesznie brzmi…/wycięte erotycznie, odkryte biodra sprzedawczyń, najnowsza moda, plastikowe pragnienia, mokre cipki, sterczące członki/…nie jesteś dla mnie momentem, chwilą, jesteś wiecznością, póki ma pamięć będzie istnieć, póki istnieje reinkarnacja/
Woda zalewa wnętrze taksówki. Film urywa się. Nawet gdyby nie było końca świata kierowca nr 2 też by nie żył. Popełniłby samobójstwo skacząc z wielkiego, wysokiego mostu. W Japonii jest dużo smoków. Zaniosłyby go do szczęścia. Uchwyciłyby go i rozciągnęły na plaży.
Na plaży dochodzi tylko do częściowego oczyszczenia. Skośnooki smok z ludzką twarzą, powoli wsuwa się dp wody. Powinien być wielki, woda jest czysta, a wygląda to tak jakby w niskobudżetowym filmie podłożyli chudego, wysokiego Japończyka w czarnym swetrze bez ramion o zbyt złowrogo skośnych oczach. Pewnie cofnęło mnie na moment tuż przed zagładą.
– Więc jaki pan sobie dokładnie tatuaż życzy? Fenkju?
Sterylna sala pod wodą. Wygląda jak tajny szpital po wojnie nuklearnej. Biel kafelków i skórzana czerń szpitalnego łóżka. Chciałbym nie być już zły. Chciałbym już nie pić.
– Poproszę napis STRAIGHT EDGE na brzuchu, taki duży, gotykiem nno wie pan…
Mistrz macha głową, wielokrotnie przypominając smoka. No ale smoka sobie nie wytatuuję, nie pasuje mi to do cierni, gotyków,napisów. Chcę oczyszczenia, psychicznego oczyszczenia, nie chcę być choinką, potrzebuję ładnego wkomponowania wszystkiego, pamiątki na całe życie… Mistrz kiwa głową, cały czas kiwa głową i powtarza jak zaklęcie;
– Fenkju fenkju.
No to jesteśmy umówieni. Wszystko dzieje się za szybko.
Jestem przygotowany. Salon tatuażu cały czas wygląda jak szpitalna sala. Mistrz zaczyna mnie nakłuwać. Moment, moment, miałem być na czczo?
Nakłuwany jestem wszędzie. Jak to nakłuwany? Akupunktura? Przez ułamek sekundy widzę wbijające się w mój kark metalowe zapałki. Nie są ostre, więc dlatego powodują taki ból. Ból! Paraliżujący ból. Mistrz gdzieś odchodzi. Chcę się podnieść, ale paraliżuje mi całe ciało. Narkoza? Chyba tak wygląda tatuowanie w Japonii.
o przebudzeniu palimy w trójkę papierosy. Wokół nie ma zwykłych ludzi. Mistrz wygląda na starszego niż mi się wydawał przed zabiegiem. Jestem w podkoszulce. Zaplątuję się w miłej rozmowie o niczym. Dopiero po pewnym momencie przypominam sobie o tatuażu. Podnoszę podkoszulkę.
Co to jest? Przecież to nie miała być ta czcionka!
Mam wysprejowane czarne coś nie na brzuchu, ale gdzieś przy żebrach, chyba napis się nie zmieścił. W ogóle cały jestem w napisach z kartki w kratkę z podstawówki! Niebieski i czerwony długopis pokrywa w różnych miejscach moje ciało. Całe ciało? Przedramiona też? Przecież to tabu, jak ja w pracy będę wyglądał?
Przedramiona przynajmniej w niektórych miejscach są dobrze zrobione, pamelka/cierń rozszerza się, gdzieniegdzie spod bazgrołów widać stosy pięknie zrobionych trupich czaszek. Trochę zaczyna mi się podobać. Ale…Skoro przedramiona to szyja też?
Wychudzona twarz w lustrze. Dominuje szpitalny zielony. Uff…mam tylko przyszcze na szyi… Przy odchyleniu głowy widać dwie nabazgrane swastyki tuż przy uchu. Ekstra.
Mistrz widocznie chciało sobie poeksperymentować. Wyznaczyć nowe trendy. Nowe trendy? We mnie? Ale czemu tatuaże mnie nie bolą? Można je zmazać? Wilk i zając daje się zmazać pierwszy.
Nie wiem. Patrząc na pobazgrane ręce, ciało czuję się wolny.
I może to być moja choroba.
Na zawsze.
Tekst: Piotr Dabov, circa 2003
Foto: Paweł Fabjański

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress