Pamiątka z wakacji

By in Archiwum, Deska, Dizastermag#21, Fotografia on Grudzień 29, 2018

Barcelona – mogłoby się wydawać, że to najbardziej oczywiste miejsce na deskorolkowy wypad. Była już w każdym filmie i magazynie, a mimo to nie potrafi się znudzić.

Rok 2017 był dla mnie bardzo pracowity, dlatego żeby naładować akumulatory, wykorzystałem promocję u jednego z przewoźników i nabyłem bilet do skejtowego raju na początek marca. Gdy Golan się o tym dowiedział, dołączył do wyjazdu bez dłuższego namysłu.

 

Barceloński klasyk – Jakub Golański BS lipslide

Wylądowaliśmy, powietrze pachnie inaczej. Wiemy już co nas czeka, ponieważ nie pierwszy raz tu jesteśmy. Po szybkim wypakowaniu bagaży, ruszamy wieczorem w miasto. Cerveza na Macbie, sesja na Universitat i podziwianie nocnej panoramy miasta z dachu Filipa Wojnowskiego.

 

W Nowym Tomyślu, skąd pochodzi Młodystach, mają fajne ściany.

Dzień drugi zaczynamy od rozgrzewki na Macbie, później spokojnie zaliczamy kolejne jednotrickowe spoty, aż w końcu trafiamy na granitowy bank przy Marinie. Jeszcze jedno zdjęcie i wracamy do pokoju na kolację. Wtedy padają z mojej strony słowa: „Golan, daj mi chwilkę, zrobię sobie tylko 5050 i cykniemy kilka zdjęć”. Jeździłem tam już dwa lata temu. Wiem, że to jest prosty numer, ale tego dnia nie dojeżdżam do szczytu piramidy. Deska zamiast zablokować się na grindzie robi powerslide’a w dół ciągnąc mnie za sobą w stronę chodnika. Leżę i czuję już, że jest źle. Patrzę na nogę, potem na Golana, Golan patrzy na moją nogę, potem na mnie. Noga na wprost, kostka zupełnie w innym kierunku. Jesteśmy w Barcelonie od 24 godzin.

 

Jakub Golański – BS tailslide

Karetka wiezie mnie do szpitala. Po szybkim rentgenie trafiam pod opiekę pięknej doktor Pauli, która nastawia mi kostkę, a Golan słyszy mnie kilka pomieszczeń dalej. Spędzam noc w szpitalu. I co teraz? Wyjazdy deskorolkowe to przecież radość, czas spędzony z kumplami, eksplorowanie nowych miejsc, zimne piwko i wspólna radość z odjechanych trików – wspomnienia na całe życie. Jednak tym razem jest inaczej.

 

Bartosz Młodystach – FS feeble

Podzielę się teraz z Wami moimi doświadczeniami, ale mam nadzieję, że nigdy nie znajdziecie się w podobnej sytuacji. Punktem podstawowym jest ubezpieczenie, a jeśli nie macie wykupionego takiego, z którego zainkasujecie odszkodowanie, to musicie mieć ze sobą kartę EKUZ wydawaną przez NFZ. Druga rzecz to zapas gotówki, bo okazuje się, że przy kontuzji koszty rosną np. przez dodatkową taryfę ze szpitala czy wcześniejszy lot na operację do Polski. Po trzecie, jeśli kiedykolwiek będziecie w takiej sytuacji, jedźcie na lotnisko ze sporym zapasem czasu. Mimo że uprzedziliśmy telefonicznie o potrzebie asysty, na miejscu musieliśmy wszystko organizować od zera.

 

macbalife

Jest piątek, a samolot mam w niedzielę. Nie przeleżę tych kilku dni gapiąc się w sufit, ubolewając nad swym marnym losem. Na szczęście znaleźliśmy spot położony blisko stacji metra. Jest ławka, więc rozsiadam się wygodnie, ściągam zoomem triki od chłopaków i podglądam jak Luy-Pa Sin jeździ na flacie. Humor dopisuje, a reszta ekipy dba o to, by nie zabrakło mi zimnego napoju.

 

gwieździsty trunek na orzeźwienie

Nasz czas w Barcelonie dobiegł końca. Na drugi dzień leżałem już na ortopedii w swoim rodzinnym mieście. Chciałbym bardzo podziękować za pomoc, podtrzymanie atmosfery i dobrą jazdę. Serdeczne pozdrowienia dla Golana i Jungena oraz całej Skejt-Polonii w Barcelonie. Mimo że jestem przynajmniej na pół roku wyjęty z deski, będę dobrze wspominał ten wyjazd – było wesoło, udało się zrobić trochę materiału i przywożę do domu kolejne wspomnienia, których nie zdobyłbym na osiedlowym parku. Do zobaczenia na desce!

 

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Łazik

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress