Portugalski Sen

By in Archiwum, Deska, DIZAKCJE, Dizaster#13, Fotografia, Ostra papryka on Październik 10, 2016

Ocean to pierwotna siła. Zajmuje większość planety na której mieszkamy. Możesz się modlić do niego, podziwiać. Uspokaja. Daje miękkość. Ujarzmianie fal podczas serfowania, to raczej poddanie się im, to równowaga w żywiole. Z betonowymi falami jest troszeczkę inaczej. Można zbudować je, określić, zatrzymać.

5rozm-male

Podróż w 2013 roku zawdzięczamy SKATEPARKI.PL Udało się połączyć nagrywanie filmu dokumentalnego, wypoczynek w grudniu w ciepłym kraju i jeżdżenie na deskorolce. Wrzucone poniżej to kilka myśli, historii z miejsca, które prawdopodobnie za sprawą surfowych korzeni, dobrych parków i oryginalnych spotów stanie się ulubionym miejscem na skejt wakacje.

18-rozm-duze

Portugalski grudzień przywitał nas temperaturami wyższymi niż plus pięć stopni Celcjusza. Przy dobrym słoneczku w okolicach południa nawet dało radę pojeździć w tiszercie. Wieczorem należało transformować się w bluzę i często w kurtkę bo wiatr przypominał o bliskości potężnego oceanu. Nie znam nikogo, komu nie spodobałoby się to miejsce. Nie chodzi tylko o piękną pogodę, wakacje, plażę, ocean i wszelkie inne stereotypy. Tak naprawdę to ludzie definiują otoczenie.

I teraz pozwólcie chwilę zabrzmieć jak w prawdziwym skejt przewodniku turystycznym. Portugalczycy jak większość południowych nacji są wyluzowani, jednak to co wyróżnia tą nację to w przeciwieństwie „do głośno gadających, oznajmiających wszem i wobec o swym pochodzeniu hiszpanów” to…cisza. Wymowa i sposób rozmów to miękka melodia, przerywana uśmiechem. Po pewnym czasie można zauważyć, że jeszcze bardziej „miękko” mówią Brazylijczycy, a wygrywają konkurencję dziewczyny z brazylijskimi korzeniami.

31-2-rozm-male

Najbardziej co rozkłada na łopatki, to pozytywne podejście do życia. Na twarzach nie widzisz zawiści, spojrzenie w oczy obcej osobie nie będzie odebrane jako podryw czy akt agresji. Co nie znaczy że w tym kraju „przelewa się” na poziomie materialnym.

W samej Lizbonie, długo szukać nie trzeba, aby uświadczyć „biedę”. Nie przeszkadza to emigrantom ze starych kolonii dobrze się bawić.

W starej dzielnicy jest taki bar. Słowo „Bar” czy „Klub” ma zdecydowanie inne znaczenie niż w Polsce. Może to być kilka ciasno ściśniętych stoliczków. W jednym z nich właściciel zazwyczaj goszczący kapele na afterku po koncercie w momencie kiedy miał już dość imprezy, kładąc klucze na stół mówił słynny tekst: „Tutaj Bierzcie sobie akohol, do szklanki na barze wrzucajcie kasę, a ostatni zamyka” Czy to mogłoby wydarzyć się w Polsce? Czy w ogóle jakikolwiek właściciel klubu wpadłby na to przy naszej mentalności? Takie sytuacje powodują automatycznie jeszcze większą miłość do tego miejsca. Przechadzając się pośród malowniczych restauracyjek, zauważyliśmy też obraźliwe polskie bazgroły kiboli Legii Warszawa na ścianach pięknych starych budynków. Jak nigdy, było mi wstyd skąd pochodzę. Oczywiście jeśli zagłębisz się bardziej w Alfamę i jakiś cygan będzie próbował sprzedać ci oregano mówiąc, że to najlepsze zioło, czy też w poszukiwaniu spotów zagłębisz się w przedmieścia, mające więcej wspólnego z Ameryką Południową, Afryką, niż z Europą, zetkniesz się z Portugalią „nie tylko dla turysty”, ale to już całkiem inna historia.

13-rozm-male

Wybrzeże w okolicach Lizbony nie jest najeżone hotelami. Trzeba by było pojechać „w dół” w kierunku Algarve. W Ericeirze w której się zatrzymaliśmy w sezonie, z racji dobrych fal można spotkać surferów z całego świata. W przeciwieństwie do naszego kraju, surfing traktowany jest jak sport narodowy, państwo aktywnie wspiera wszelkie działania w tym kierunku. Portugalski Związek Surfingu nie jest jakimś tam małym tworem, z racji działania od wielu lat jest poważną instytucją. Dzięki temu spoty takie jak Ribeira d’illhas to nie tylko miejsca gdzie odbywają się międzynarodowe zawody (np. Rip Curl Challenge), są wpisane do Światowego Rezerwatu Surfingu, a co za tym idzie, wszelkie aktywności na takiej plaży muszą obligatoryjnie być związane z surfingiem!

54-rozm-b-male

Surfing na falach to matka wszelkich aktywności „deskowych”. W Ericeirze kilka lat temu, przy ogromnym sklepie Quicksilvera, powstał wspaniały skatepark niedaleko oceanu. Spotkać tam można codziennie wielu, naprawdę dobrych skaterów, albo czilujących w bowlu suferów. Z racji faktu, iż na surfingu możesz równie dobrze spotkać 12latka jak i sześćdziesięciolatka, na skateparku wiek jeżdżących jest podobny. Nikt nie ma spiny że to „za wcześnie” lub „za późno”.

Kiedy patrzę na drogę wijącą się wzdłuż wybrzeża, przypomina m się pewna historia. Kiedyś, bez samochodu, próbowaliśmy złapać stopa. Po krótkim czasie zatrzymała się starsza pani w nie najnowszym Peugocie. W drodze opowiedziała nam o swojej pracy w sklepie rybnym. Mimo że minęło osiem lat jestem przekonany, że zaproszenie jest nadal aktualne.

24-rozm-b-duze

Jeden z największych mostów przechodzących od strony zatoki nosi imię sławnego odkrywcy Vasco da Gamma. Pod ogromnymi filarami i rozbrzmiewającym dudnieniem przejeżdżających aut znajduje się czakram. Cofamy się w czasie do lat osiemdziesiątych na betonowy park. Mimo iż popękany, z dość oryginalnymi przeszkodami, które przypominają BMX cross, warto tam wpaść. Miejsce ma coś w sobie z Kaliforni, filmów akcji Scorsesse i pierwszych filmów Powell&Peralta.

Kolejny równie wiekowy park znajduje się w jednym z satelickich miast wokół stolicy tuż obok…Mc Donalda. Paradoksalnie rampa i dość niski bowlo-snake run po kilkunastu latach niebytu znajdują wielu chętnych. Można świetnie się pobawić w asyście tony świetnie jeżdżących dzieciaków.

Jednym z głównych celów naszej podróży był mega-park w Odivelas. Niesamowita przestrzeń, ogromny snake-run zakończony bowlem, przepiękna street plaza z oryginalnymi wstawkami nawiązującymi do lokalnej zabudowy. Drugi ogromny bowl to pozycja obowiązkowa dla każdego skejt turysty który zawita w rejon Lizbony. Spotkać tam można najlepszych portugalskich street skaterów, nie wiem dlaczego, ale to miejsce przypomina skateplazę w Lesznie nie tylko samymi rozmiarami.

No i na deser, a dla wielu danie główne czyli streetspoty. Tutaj gościnność lokalesów nie znała granic. Andre Neves został naszym pilotem, co oszczędziło naprawdę wiele czasu. Rafał Modranka i Baca mogli rozwinąć skrzydła. Spotkaliśmy miejsca z Mortal Kombat i nie tylko.

29-rozm-srednie

Nie zapomnę skweru w kolejnym miasteczku, gdzieś w okolicach zatoki. Wyobraź sobie rynek, oczywiście z kościołem, otoczony dookoła różnej wielkości bankami. Nawierzchnia do rozpędzania nie była może najlepsza, ale gładkość i materiał z jakiego były wykonane banki rekompensował wszystko. Na deser mogłeś usiąść sobie w kawiarence i podziwiać triczki.

Chciałbym siedzieć i popijać kawkę codziennie, tuż po porannym odświeżającym spotkaniu z falami. Po południu pływać na kawałku drewna. Taki mam sen. A ty?

Tekst: Piotr Dabov

Foto: Szymon Karpiński

Rider: Rafał Modranka

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress